Elden Ring: Walka z bossem Tibia Mariner (Liurnia of the Lakes)
Opublikowano: 27 maja 2025 09:55:49 UTC
Ostatnia aktualizacja: 25 stycznia 2026 22:38:42 UTC
Tibia Mariner jest w najniższej kategorii bossów w Elden Ring, Field Bosses, i można go znaleźć na zewnątrz we wschodniej części Liurnia of the Lakes, w pobliżu zalanej wioski. Podobnie jak w przypadku większości pomniejszych bossów w Elden Ring, pokonanie go jest opcjonalne w tym sensie, że nie musisz tego robić, aby kontynuować główną historię gry. Upuszcza jednak Deathroot, który może być potrzebny do kontynuowania wątku Gurranqa, Beast Clergyman.
Elden Ring: Tibia Mariner (Liurnia of the Lakes) Boss Fight
Jak zapewne wiesz, bossowie w Elden Ring dzielą się na trzy poziomy. Od najniższego do najwyższego: bossowie polowi, bossowie potężniejsi, a na końcu półbogowie i legendy.
Tibia Mariner znajduje się na najniższym poziomie, Field Bosses, i można go znaleźć na zewnątrz, we wschodniej części Liurnia of the Lakes, w pobliżu zalanej wioski. Podobnie jak w przypadku większości pomniejszych bossów w Elden Ring, pokonanie go jest opcjonalne w tym sensie, że nie jest to konieczne do kontynuowania głównego wątku fabularnego gry. Upuszcza on jednak Deathroot, który może być potrzebny do rozwinięcia wątku Gurranqa, Kleryka Bestii. Jeśli jeszcze nie rozpocząłeś tego wątku, musisz udać się do Limgrave i znaleźć tam rycerza o imieniu D, niedaleko kolejnej zalanej wioski i kolejnego Tibia Marinera. Ale są też inne filmy na ten temat.
Możliwe, że spotkałeś już wcześniej Tibijskiego Marinera, najprawdopodobniej w Limgrave, jak wspomniałem. Nagrałem inny film z tej walki, ale o ile tamta była naprawdę łatwa, ta okazała się bardziej irytująca, bo boss ciągle się teleportował, gdy tylko się zbliżyłem.
Tibia Mariner wygląda jak upiorny żeglarz, cicho żeglujący w małej łódce, może łowiący ryby, może po prostu podziwiający krajobraz. A może po prostu rozmyślający nad tym, o czym rozmyślają nieumarli żeglarze w małych łódkach. Dopóki go nie spłoszysz, wtedy wezwie pomoc, uniesie łódkę w powietrze i spróbuje nią rzucić w ciebie, i wyczyni inne dziwne rzeczy.
Tyle że ten jest najwyraźniej jakąś nieumarłą wersją Jamesa Bonda, bo jego łódź doskonale nadaje się do żeglowania po suchym lądzie, co przez chwilę wprawiało mnie w osłupienie i dezorientację, biegając w moim zwykłym trybie bezgłowego kurczaka, zabijając sługusów marynarza w jeziorze, nie mogąc zlokalizować bossa. Aż w końcu dostrzegłem go daleko od jeziora, na wzgórzu, najwyraźniej radośnie żeglującego po trawie. Głupi ze mnie, że myślałem, że łódź faktycznie żegluje po wodzie!
Zazwyczaj nie skracam swoich filmów o więcej niż kilka sekund, ale tym razem spędziłem całe trzy minuty, nie mogąc znaleźć bossa, więc postanowiłem wyciąć ten najnudniejszy fragment i zacząć od miejsca, w którym go faktycznie widzę. Muszę zostawić coś na wersję reżyserską, wersję bez ograniczeń wiekowych i specjalną edycję świąteczną ;-)
Ostatnim razem, gdy walczyłem z Tibijskim Marinerem, używał on bardzo mało swoich umiejętności i nie przyzywał zbyt wielu pomocników. Tym razem było inaczej, przyzywał irytująco dużo, a ja jakimś cudem zapomniałem o tych świecących nieumarłych, których trzeba uderzyć, leżąc, żeby uniemożliwić im wstanie, więc to też była miła niespodzianka.
Najbardziej irytującą częścią walki jest tendencja bossa do teleportowania się zaraz po dotarciu do niego, co znacznie wydłuża walkę. Przypuszczam, że walka z tym bossem została stworzona do jazdy konnej, ale podoba mi się to jeszcze mniej niż bieganie po kałuży pełnej nieumarłych, więc jeśli walka musi się ciągnąć, to niech tak będzie. Mój koń służy do szybkiego transportu mojej cennej skóry na duże odległości, a nie do walki. I nie ma to nic wspólnego z faktem, że tak słabo nim steruję, że zazwyczaj robię sobie i/lub koniowi krzywdę, próbując walki konnej – to po prostu zbieg okoliczności.
Jeśli grałeś w Dark Souls III i obejrzałeś mój film o walce z bossem Twin Princes, to wiesz, że moje stanowisko w sprawie teleportacji bossów często wywołuje długie tyrady i dziwne porównania do fikcyjnych producentów odkurzaczy. Jednak jeśli miałbym wymienić jedną pozytywną rzecz w kwestii teleportacji tego gościa z Tibia Mariner, to byłoby to to, że przynajmniej nie uderza cię w głowę wielkim, płonącym mieczem zaraz po teleportacji, więc mogę śmiało powiedzieć, że doświadczyłem gorszych rzeczy.
Poza teleportacją, warto uważać, gdy boss unosi łódź w powietrze, ponieważ za chwilę wykona atak z impetem, który wywoła falę pływową, więc w tym momencie powinieneś się od niej oddalić. I oczywiście zawsze zwracaj uwagę na liczbę przywołanych przez niego sług i ich lokalizację, ponieważ mogą cię łatwo przytłoczyć.
Przypuszczam, że użycie świętej broni byłoby dobrym pomysłem na tego nieumarłego bossa z nieumarłymi sługami, a jeśli oglądaliście któryś z moich poprzednich filmów, wiecie, że od jakiegoś czasu używam włóczni ze Świętym Ostrzem. Ale tuż przed walką z tym bossem zdobyłem Miecz-Włócznię Strażnika i bardzo chciałem go wypróbować, więc nawet nie zastanawiałem się nad rodzajem obrażeń ani nad tym, z czym będę walczył. Typowy moment, ale to nie powstrzymało bossa przed śmiercią i oddaniem łupu. Chyba jednak nie jest Jamesem Bondem, 007 nigdy nie dałby się tak łatwo pokonać ;-)
Fan art inspirowany walką z bossem







Dalsza lektura
Jeśli podobał Ci się ten wpis, mogą Cię zainteresować również poniższe sugestie:
- Elden Ring: Dzielne Gargulce (Akwedukt Siofry) – Walka z bossem
- Elden Ring: Avatar Erdtree (Północno-wschodnia Liurnia Jezior) Walka z bossem
- Elden Ring: Kawaleria Nocy (Dragonbarrow) – walka z bossem
